• Ja i moje #selfie

    tekst: Ewa Dziemidowicz, NUMA 06/2014

Najnowsze Artykuły

Oto ja. I tutaj też ja. I tutaj. A tak wyglądałam wczoraj. I jeszcze tutaj byłam. Czy rzeczywiście wszystko wygląda lepiej i atrakcyjniej, kiedy na pierwszym planie znajduje się nasza twarz ? ustawiona pod odpowiednim kątem i ze starannie dobraną miną?


Moda na selfie, czyli zdjęcie, które robimy sobie sami, zazwyczaj smartfonem, i które następnie publikujemy w serwisach społecznościowych, trwa już dobre kilka lat. I wciąż nie przemija. Wręcz przeciwnie - selfie zostało uznane przez Oxford Dictionary za słowo zeszłego roku, po tym jak jego użycie wzrosło o 17 tysięcy procent, pojawiają się kolejne selfie trendy (np. selfie pogrzebowe), a liczba takich fotek w serwisach społecznościowych stale rośnie - śmiało można powiedzieć, że to już globalny fenomen.

Wszyscy to robimy

Selfie to autoportret naszych czasów - jesteśmy na nim wszyscy. Wystarczy wyszukać "#selfie" na Twitterze albo zajrzeć na Instagram, gdzie ponad 90 milionów zdjęć oznaczonych jest hashtagiem #me (#ja). Modę na selfie nakręcają głównie celebryci, ale ulegają jej również politycy - Barack Obama i David Cameron zrobili sobie selfie podczas pogrzebu Nelsona Mandeli, a nawet papież! Wśród gwiazd uwielbiających dzielić się swoim wizerunkiem z fanami są Justin Bieber, Rihanna czy Kim Kardashian, która wymyśliła nawet cztery zasady idealnego selfie: telefon trzymaj wysoko, pamiętaj o odpowiednim kącie, oświetleniu i żadnego "dzióbka"! Do mniej znanych gwiazdek należy modelka i aktorka Kelly Brooks, której instagramowy profil to praktycznie same selfie. Kelly zasłynęła tym, że sama sobie próbowała zabronić publikowania kolejnych selfie. Udało jej się wytrwać w tym postanowieniu całe... dwie godziny. Trochę inną kategorią niż "dzióbki" czy "bicepsy", są zdjęcia, które oprócz wizerunku fotografującego uchwycą coś więcej - najlepiej coś niezwykłego. W tej kategorii najlepszym przykładem jest japoński astronauta Aki Hoshide, który zrobił sobie fotkę w Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (zdj.), na której oprócz niego w kosmicznym skafandrze możemy zobaczyć słońce oraz czerń kosmosu. W wyjątkowych okolicznościach sfotografował się również Ferdinand Puentes - w kamizelce ratunkowej, w oceanie, kilka minut po tym, jak niewielki samolot pasażerski, którym leciał, rozbił się i zaczął tonąć, a zanim na horyzoncie pojawiła się ekipa ratunkowa (zdj.). Wkrótce potem możliwość fotografowania swojego awatara na tle katastroficznych wydarzeń pojawiła się w grze Grand Theft Auto 5.

Najsłynniejsze selfie

Podczas tegorocznych Oskarów amerykańska prezenterka Ellen DeGeneres zrobiła selfie z grupą swoich sławnych przyjaciół, między innymi Bradem Pittem, Angeliną Jolie, Jennifer Lawrence, Bradleyem Cooperem, i od razu wrzuciła na swoje konto na Twitterze z podpisem "Gdyby tylko ramię Bradleya było dłuższe. Najlepsza fotka w historii. #oscary" (zdj.). W przeciągu pół godziny zdjęcie zostało przesłane dalej blisko 780 tysięcy razy bijąc wszelkie dotychczasowe rekordy, a pod koniec ceremonii wręczenia Oskarów liczba ta wzrosła do ponad 2 milionów! Tweet Ellen był tak popularny, że serwis dwukrotnie się zablokował. Dopiero później okazało się, że był to element kampanii promocyjnej telefonu firmy Samsung, która była sponsorem Oskarów. Maurice Levy, prezes agencji marketingowej Publicis, która jest odpowiedzialna za promocję Samsunga wycenił wartość zdjęcia między 800 milionami a miliardem dolarów. Wysokość tej kwoty jest wynikiem popularności zdjęcia w portalach społecznościowych - tweet Ellen widziało ponad 37 milionów osób. Ale za kulisami Ellen używała iPhone'a.

Ja, ja, ja

Czy selfie to sztuka, czy objaw narcyzmu i naszej obsesji na własnym punkcie? Zdania są podzielone. Dla niektórych selfie to powierzchowny rodzaj komunikacji, który daje złudzenie bycia w kontakcie. Zaciera granice pomiędzy rzeczywistością a kreacją - stajemy się swoimi awatarami, to swoisty performance pod publikę, którego celem są lajki i akceptacja społeczna - ale akceptacja tego, jak wyglądamy, a nie tego, kim naprawdę jesteśmy i co robimy poza kadrem. Takie małe-ja, które wysyłamy w świat z komunikatem: tu jestem, popatrz na mnie, polajkuj. Jednocześnie jesteśmy swoimi osobistymi paparazzi i największymi fanami. To tylko jeden punkt widzenia. Bo selfie przez wielu traktowane są jak wizualny pamiętnik, dokumentujący ich codzienność i to, jak się zmieniają, ułatwiający eksperymentowanie z tożsamością. Sposób na dzielenie się tym, kim jesteśmy, porównywalny z pisaniem pamiętników czy autobiografii. Ale też sposób na biznes - na przykład stylistki Alexa Chung i Florence Welch wylansowały się jako ikony stylu i zapewniły sobie serię lukratywnych kontraktów ze strony domów mody właśnie dzięki selfie - codziennie zamieszczały w sieci zdjęcia siebie we własnych stylizacjach.

Selfie Art

Niezależnie od tego, po której stronie tego sporu staniemy, trudno zignorować fakt, że selfie to fenomen, który odmienił sztukę fotografii - przesuwając akcent z tej funkcji fotografowania, jaką jest upamiętnianie konkretnych zdarzeń czy uwiecznianie momentów, w kierunku narzędzia komunikacji wykorzystywanego w dialogu społecznym. Od tradycyjnego autoportretu, do którego przywykliśmy, selfie - oprócz kompozycji czy techniki wykonania - odróżnia spontaniczność oraz widoczność, do tej pory żadne działania artystyczne nie miały takiej skali ani zasięgu. Ten gatunek wizualny nie jest też zdominowany przez profesjonalnych artystów, z założenia bowiem jest produktem amatorskim, acz oczywiście nieprzypadkowym. Nawet najbardziej spontaniczne selfie musi zostać zaakceptowane przez twórcę zanim trafi do sieci.

Rzeczywistość udokumentowana

Za kilkadziesiąt lat, jeśli ktoś zechce przejrzeć miliony wyprodukowanych przez nas selfie to, oprócz naszego wizerunku na pierwszym planie, zobaczy też naszą codzienność w tle. Jaki obraz naszych czasów zbuduje sobie na tej podstawie? Pewnie nie będzie to już miało dla nas znaczenia. Ma natomiast znaczenie, w jaki sposób teraz wykorzystujemy selfie do komunikacji ze światem i na ile świadomie tworzymy swój wizerunek online