• Kontrola Internetu - komu na niej zależy?

    tekst: Tomasz Popielarczyk, NUMA 04/2013

Najnowsze Artykuły

Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia po uruchomieniu przeglądarki internetowej wpisujecie adres ulubionego serwisu i w odpowiedzi, zamiast wyświetlenia strony, otrzymujecie komunikat typu "Dostęp zablokowany". Czy tak właśnie będzie wyglądać przyszłość internetu?


Wszyscy pamiętamy reakcję na próby wprowadzenia ACTA. O ówczesnych protestach było głośno we wszystkich mediach. Ostatecznie dokumentu nie podpisano, co jednak wcale nie oznaczało końca prób wprowadzenia regulacji prawnych odnoszących się do treści zamieszczanych w sieci. Nie musieliśmy długo czekać, bo oto na horyzoncie pojawiło się widmo o niepokojącej, bo jednocześnie nic niemówiącej nazwie ? ITU.

ITU to skrót od angielskiego International Telecommunication Union (Międzynarodowego Związku Telekomunikacyjnego) - nazwy jednej z agend ONZ- u, do której należą wszystkie (oprócz Watykanu i Palau) państwa na świecie. W grudniu 2012 roku w Dubaju odbyła się konferencja, na której dyskutowano m.in. nad wprowadzeniem nowego, bardziej restrykcyjnego prawa "internetowego". Cel teoretycznie wydaje się bardzo szczytny - przeciwdziałanie cyberprzestępczości, cyberterroryzmowi oraz innym niebezpiecznym dla świata i jego mieszkańców cyberzjawiskom. W praktyce jednak może to doprowadzić do pogwałcenia prawa do prywatności wszystkich internautów, nie tylko tych popełniających przestępstwa.

Nowe prawo internetowe?

W myśl nowego prawa ITU miałby się stać głównym zarządcą internetu, mogącym także zadecydować o jego przyszłości. Z pewnością domyślacie się, że nie oznacza to niczego dobrego. W ten sposób może dojść do wielu nadużyć, po części już zapowiedzianych przez ITU w nowej wersji dokumentu ITR (ang. International Telecommunication Regulations - Międzynarodowe Regulacje Telekomunikacyjne) dotyczącego międzynarodowego prawa telekomunikacyjnego. Mowa tu m.in. o zamiarze wprowadzenia DPI (ang. Deep Packet Inspection - Głębokiej Inspekcji Pakietów). Umożliwiłoby to firmom dostarczającym internet do naszych domów zaglądanie do przesyłanych i odbieranych przez nas danych. W prosty sposób można to porównać do tradycyjnego wysyłania listów. Kiedy wrzucamy do skrzynki zaadresowaną kopertę, pracownicy poczty oraz listonosz mogą jedynie odczytać informacje o tym, do kogo należy ją dostarczyć. Wprowadzenie DPI oznaczałoby coś zupełnie przeciwnego: każdy mógłby otworzyć kopertę i skontrolować jej zawartość. W internecie natomiast kontrola mogłaby polegać np. na wyłapywaniu haseł-kluczy. I tak oto uwagę kontrolerów mogłyby zwrócić nasz "bombowy wypad na miasto" albo "strzelanie odpowiedzi na sprawdzianie".

Konsekwencją opisywanych regulacji mogłoby też być blokowanie wybranych stron internetowych. Niekoniecznie musiałyby to być serwisy łamiące prawo. Co byście powiedzieli na internet działający na podobnych zasadach jak telewizja kablowa albo satelitarna? Nowe prawo ITU umożliwiałoby operatorom faworyzowanie tych stron www, których właściciele uiszczą odpowiednią opłatę. Te witryny działałyby szybciej, a pozostałe - wolniej albo wcale. Co gorsza, nie mielibyśmy na to żadnego wpływu.

Dobre strony

To oczywiście najczarniejszy scenariusz tego, do czego mogłyby nas (oraz cały internet) doprowadzić regulacje prawne proponowane przez ITU. Nie można jednak zapominać, że idea przyświecająca tym propozycjom jest szczytna. Internet wkrótce będzie liczył ponad 4 miliardy użytkowników; z pewnością każdy z nich chciałby uczynić sieć miejscem bezpiecznym, wolnym od agresji, przemocy oraz cyberprzestępczości. Niestety, nie jest to proste, bo obok samych internautów głos w tej dyskusji mają też wielkie koncerny oraz organizacje, którym zależy na wprowadzeniu regulacji umożliwiających np. skuteczną walkę z piractwem komputerowym. Ich działania odniosły już skutek m.in. we Francji oraz w Wielkiej Brytanii.

Paradoksalnie, wprowadzenie postulatów ITU mogłoby też wymusić na internautach konieczność szyfrowania przesyłanych danych. Zakodowane w ten sposób informacje nie byłyby dostępne dla operatorów internetu, ale nie mieliby do nich dostępu także inni przypadkowi użytkownicy (m.in. cyberprzestępcy). Wiązałoby to się co prawda z pewnymi utrudnieniami w korzystaniu z usług e-mailowych i komunikatorów, ale i wymogłoby na nas zwracanie baczniejszej uwagi na swoje bezpieczeństwo. Ale skoro zwykli internauci mogliby szyfrować swoje komunikaty, to wszyscy pozostali - również... I tu wracamy do punktu wyjścia.

Czy Polsce grozi cenzura internetu?

Od samego początku trwania konferencji polska delegacja zabiegała o to, by nowe regulacje nie ingerowały tak daleko w prywatność użytkowników. Podobnego zdania są rządy USA, Wielkiej Brytanii, Kanady i Szwecji. Dlatego w nowej wersji dokumentu miałyby się pojawić zapiski o ochronie praw człowieka rozwiewające
wszelkie wątpliwości, które dotyczą kontrolowania sieci. Propozycje te spotkały się jednak ze sprzeciwem części uczestników obrad. Wobec tego minister administracji i cyfryzacji Michał Boni zdecydował, że nasz kraj nie podpisze nowej wersji ITR-u. Ostateczna wersja dokumentu została zatem odrzucona i ma jeszcze trafić do analizy oraz konsultacji społecznych. Niewykluczone zatem, że sami zadecydujemy o tym, jak prawo polskie będzie regulowało przestrzeń wirtualną.

Postulaty ITU to kolejny dowód na to, że świat jest podzielony, jeśli chodzi o przyszłość internetu. W interesie wielu państw i organizacji byłoby wprowadzenie w życie stosownych regulacji. Już teraz aż 42 kraje filtrują i cenzurują treści w sieci. Czy możemy coś z tym zrobić? Swój sprzeciw wyraziły już największe firmy działające w internecie, w tym Google. Na specjalnej stronie www.google.com/ takeaction znajdziemy formularz umożliwiający zabranie głosu w tej sprawie i wyrażenie własnego zdania. W ten sposób internauci z całego świata, również z Polski, mają szansę pokazać członkom ITU, ile znaczy dla nich wolny i otwarty internet.