• Morze możliwości, ocean odpowiedzialności

    tekst: Agnieszka Wrzesień, NUMA 04/2013

Najnowsze Artykuły

  • NUMA VINTAGE - Dyskietka 3,5 cala

    Dyskietki były pierwszym stosowanym na skalę masową środkiem przenoszenia danych komputerowych. Ich historia jest ciekawą lekcją na temat tego, jak rodzą się i umierają mass-technologie. Dostarcza także wielu przykładów na to, jak może wyglądać ich drugie życie.

    tekst: Marcin Wojtasik

    czytaj
  • Kontrola Internetu - komu na niej zależy?

    Wyobraźcie sobie, że pewnego dnia po uruchomieniu przeglądarki internetowej wpisujecie adres ulubionego serwisu i w odpowiedzi, zamiast wyświetlenia strony, otrzymujecie komunikat typu "Dostęp zablokowany". Czy tak właśnie będzie wyglądać przyszłość internetu?

    tekst: Tomasz Popielarczyk

    czytaj
  • NUMA RADY - Twórczość w sieci

    W tym numerze radzi: Olga Trocha - radca prawny. Specjalizuje się w prawnej ochronie dziecka, interesuje się prawem autorskim. Pracuje w Fundacji Dzieci Niczyje, gdzie udziela porad prawnych i prowadzi działania lobbingowe.

Zakazy, nakazy, regulacje. Otaczają nas w życiu codziennym. Czy internet jest od nich wolny? Czy jako obywatele w cyfrowym świecie mamy jakieś prawa i obowiązki? Dzisiaj, kiedy online i offline zlewają się w jedną rzeczywistość - warto przyjrzeć się temu tematowi bliżej.


Nurt dzikiej rzeki

Wolność i zdecentralizowana struktura - dwie główne cechy internetu - wylansowały go na przestrzeń pozbawioną jakichkolwiek regulacji i spowodowały, że szybko stał się alternatywą dla skodyfikowanego świata rzeczywistego. Z czasem jednak okazało się, że (wraz z rosnącą liczbą użytkowników) ta leżąca u podstaw sieci nieograniczona wolność może obrócić się przeciwko nam samym. Ogrom możliwości oferowanych przez internet stworzył równocześnie przestrzeń do potencjalnych nadużyć i przysporzył nam nowych wyzwań etycznych. 

Ukrywając swoją twarz pod rozmaitymi maskami, eksperymentując z wielorakimi tożsamościami - online możemy wiele. I często, zwiedzeni pozorną anonimowością w sieci, pozwalamy sobie na o wiele więcej niż offline, w bezpośrednim kontakcie z drugą osobą. Być może to właśnie w sieci, pozbawieni hamulców, jesteśmy naprawdę sobą?

"Hulaj dusza" - czy online można wszystko?

Weźmy pod lupę kilka istotnych dla każdego obywatela praw i zobaczmy, czy mają zastosowanie w rzeczywistości wirtualnej. Jako pierwszej przyjrzyjmy się wolności
słowa, gdyż to do niej użytkownicy internetu przywiązani są najbardziej, a próbom jej ograniczania najczęściej towarzyszą największe napięcia. Internauci żywo reagują na wszelkie "zamachy" na wolność w sieci - wystarczy choćby przypomnieć ujawnienie przez polski rząd planów podpisania kontrowersyjnego porozumienia ACTA, które wywołało w sieci prawdziwą burzę, w wyniku której wiele rządowych stron stało się obiektem ataków grupy Anonymous. 

W Polsce po przemianach 1989 roku idea wolności słowa odżyła w szczególny sposób. Prawo do swobodnego szerzenia swoich sądów gwarantowane jest przede wszystkim w Konstytucji RP, która mówi o prawie do głoszenia swoich poglądów oraz do pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. Jasno zakazuje także cenzury prewencyjnej (polegającej na kontrolowaniu wszelkich materiałów przed publikacją). W podobnym duchu utrzymana jest Europejska Karta Praw Człowieka. Ale... czy jest to wolność niczym nieograniczona? Złudne poczucie anonimowości może sprzyjać publikowaniu online najróżniejszych opinii, w tym także skrajnych i niezgodnych z prawem. Mamy prawo do krytyki, ale w internecie aż roi się od wulgarnych i obraźliwych komentarzy. Ilu amatorów takiego języka na tym buduje swoją popularność w sieci?

Szerokie pojęcie "wolności słowa" nie jest jednak prawem bezwzględnym - jej granice zaczynają się tam, gdzie naruszamy prawa drugiego człowieka, czyli jego wolność, dobre imię, wizerunek, tajemnicę korespondencji, nietykalność. Wolność nie czyni z internetu strefy bezprawia - artykuły kodeksu karnego czy cywilnego mają zastosowanie również online. Pamiętaj zatem o zachowaniu szacunku dla innych użytkowników sieci. Bądź ostrożny w tym, co mówisz o innych. Jeśli chcesz w sieci wyrazić wobec czegoś swój sprzeciw - pamiętaj o tym, że twój język świadczy o twoim poziomie. Za zniesławianie, znieważanie i pomawianie możemy zostać pociągnięci do odpowiedzialności karnej, a pokrzywdzony może domagać się od nas usunięcia skutków naruszenia jego dóbr osobistych, a nawet zadośćuczynienia pieniężnego. Nie wolno również upubliczniać czyjejś prywatnej korespondencji mailowej bez zgody autora - to złamanie prawa do tajemnicy korespondencji.

Prowadząc dyskusje w internecie, należy zwrócić uwagę na to, że karalne mogą być także namawianie do popełnienia przestępstwa oraz nawoływanie do nienawiści.

Uwaga... cienka granica

Ochrona prywatnych informacji online to bez wątpienia słuszne posunięcie; w wielu sytuacjach może chronić nas przed niebezpiecznymi sytuacjami, niepożądanymi kontaktami i cyberprzemocą. I tu jednak łatwo o nadużycia. Mamy prawo do prywatności i jest ok, jeśli nie ujawniamy swoich danych dla własnego bezpieczeństwa; jednak gdy zaczynamy wykorzystywać nasze anonimowe profile do bezkarnego obrażania i krzywdzenia innych, wyłudzania danych czy dystrybuowania szkodliwych informacji - jest to zachowanie nie do przyjęcia. Każdy z nas kojarzy jakąś sytuację, kiedy ktoś podszywał się pod inną osobę, aby zdobyć jakieś informacje albo dokonać innego wyłudzenia. Anonimowość w sieci nie daje przyzwolenia na takie zachowania.

Rozważania nad anonimowością i moralnością snuli już starożytni, jak np. Platon w swojej słynnej paraboli o pierścieniu Gygesa, pozwalającym na stanie się niewidzialnym. Czy jednak taka wygodna "właściwość" to przepustka do robienia wszystkiego, co przyjdzie nam do głowy?

Obecnie identyfikacja internetowego przestępcy nie stanowi dla wymiaru sprawiedliwości problemu, a sądy coraz częściej zajmują się sprawami dotyczącymi różnych naruszeń prawa w sieci. Surfując po internecie, zostawiamy za sobą liczne ślady; można nas odnaleźć choćby po adresie IP.

Wszystko uwolnione?

Internet jak żadne narzędzie wcześniej pozwala nam na wyjście do szerszej publiczności ze zdjęciami, filmami i inną twórczością. Prawo do kreatywności i aktywnego uczestnictwa w tworzeniu sieci wiąże się jednak również z pewnym obowiązkiem. Zanim zaczniemy rozpowszechniać materiał czyjegoś autorstwa - zatrzymajmy się: oprócz kilku wyjątkowych sytuacji prawo zabrania publikowania tego typu treści bez zgody autora. I to niezależnie od tego, czy chodzi o amatorskie fotki z wakacji, festiwalowy film czy kręcony komórką filmik ze szkolnej imprezy.

Wolność odpowiedzialna

Internet jest tworzony przez jego użytkowników. Każdy z nas ponosi odpowiedzialność za swoje działania w sieci. Mamy prawo do bezpiecznego posługiwania się internetem, ale abyśmy mogli w pełni korzystać z jego zalet i czuć się komfortowo online, wszyscy musimy zadbać o przestrzeganie pewnych zasad.

Czy w internecie nasze prawa i obowiązki są inne od tych, które istnieją w świecie rzeczywistym? Nie, tak naprawdę nie różnią się one od zasad znanych nam z realu i dotyczą takich wartości jak szacunek, prawda, odpowiedzialność czy poszanowanie własności. Zaletami publikowania treści w internecie możemy cieszyć się, dopóki nie naruszamy wolności innych i nie łamiemy prawa. Korzystając z sieci, warto więc postępować zgodnie z zasadami znanymi nam z innych dziedzin życia.

Gdy dokładniej przyjrzymy się temu problemowi, okaże się, że w zasadzie większość praw człowieka znajduje zastosowanie online. W takim duchu (zainspirowana wydarzeniami tzw. Arabskiej Wiosny) wypowiedziała się ostatnio również Rada Praw Człowieka ONZ, uznając w swojej rezolucji, że prawa i wolność człowieka powinny podlegać takiej samej ochronie zarówno offline, jak i online.

To, co kiedyś promowała netykieta, teraz często znajduje odzwierciedlenie w regulacjach prawnych, a konsekwencje naruszenia prawa online mogą być dużo poważniejsze niż usunięcie danego wpisu czy zablokowanie dostępu do określonego serwisu.

Z drugiej strony - często dziś toczą się dyskusje na temat problemów z kwalifikacją prawną portali czy blogów i publikowanych na nich treści. Faktycznie, w wielu obszarach prawo nie nadąża za rozwojem nowych technologii. Czasem wystarczy jednak odwołać się do przyzwoitości, dobrych obyczajów, kultury wypowiedzi i dobrego smaku. Korzystając z internetu, traktujmy istniejące w nim ograniczenia nie jako zawężanie obszaru wolności, ale jako poszerzenie zakresu odpowiedzialności.