• Wiralowy zawrót głowy

    tekst: Łukasz Wojtasik, NUMA 01/2012

Najnowsze Artykuły

  • Internetowa orkiestra

    Film to tylko jeden z aspektów sztuki tworzonej przez społeczności.

    tekst: Robert Makowski

    czytaj
  • Z kamerą wśród ludzi

    Czy myśleliście o tym, żeby zostać filmowcem dokumentalistą? To znaczy nie kiedyś, w przyszłości, ale tu i teraz? Pewnie nie. Ale w sumie dlaczego? Tematów jest mnóstwo, a kamerę macie w telefonie.

    tekst: Marcin Wojtasik

    czytaj
  • Z sieci do galerii?

    Robicie zdjęcia lub przymierzacie się do przygody z fotografią? W Internecie czeka na was mnóstwo cennych informacji i propozycji.

    tekst: Ewa Dziemidowicz

    czytaj

Materiały, które robią na nas duże wrażenie, rozprzestrzeniają się w sieci jak wirus. Krążą od jednego internauty do drugiego, robiąc globalną karierę.


Niewątpliwie jednym z fenomenów Internetu są wirale (ang. viral, wirus): filmiki, zdjęcia, animacje, które internauci przesyłają między sobą i które podbiły Internet. Przykłady materiałów wiralowych można by mnożyć. Przyjrzyjmy się kilku z nich, które na zawsze wpisały się w historię tego zjawiska.

W rytmie cza-cza

Wszystko zaczęło się na dobrą sprawę w 1996 roku od Hotmaila, czyli pierwszego darmowego serwisu udostępniającego konta pocztowe. Poczta internetowa wykorzystywana była co prawda już dużo wcześniej, ale dzięki temu właśnie serwisowi zyskała globalny zasięg. Poza prywatnymi wiadomościami internauci zaczęli przesyłać sobie rozmaite teksty, grafiki czy proste animacje, głównie humorystyczne. Materiały te krążyły również po forach, blogach oraz stronach internetowych. Jednak pierwszym, naprawdę popularnym wiralem stała się prosta animacja 3D zatytułowana "Dancing Baby". Kilkusekundowy film przedstawiający niemowlaka poruszającego się w rytmie cza-cza podbił wówczas świat! Przez kilka lat był jednym z najczęściej przesyłanych i odtwarzanych materiałów w sieci.  Co charakterystyczne dla wirali, doczekał się mnóstwa przeróbek i naśladowców, zaistniał też w świecie tradycyjnych mediów - pojawił się w wielu filmach, serialach, reklamach i teledyskach. Firma Character Studio, która go wyprodukowała, zajęła wiodącą pozycję na rynku animacji 3D.

Politycy i chomiki

Innym słynnym materiałem wiralowym z drugiej połowy lat 90. XX wieku była prosta animacja "Hampster Dance", przedstawiająca kilka rzędów chomików i innych gryzoni tańczących w rytm muzyki. Opracowana została w 1998 roku przez kanadyjską studentkę  Deidre LaCarte, która założyła się z siostrą i przyjaciółką o to, której z nich uda się wygenerować większy ruch na prowadzonych przez nie prostych stronach internetowych. Zakład wygrała niezaprzeczalnie - po kilku tygodniach jej serwis z animacją odwiedzało 15 tys. internautów dziennie. Tańczący chomik zdobył ogromną sławę i stałe miejsce w historii Internetu. Był wielokrotnie przerabiany - w części z nich miejsce gryzoni zajmowali znani politycy czy inne osoby publiczne. Oryginalną wersję tańczącego chomika wciąż można zobaczyć pod adresem: http://webhamster.com/

Star Wars Kid

W ostatniej dekadzie minionego stulecia, wraz z coraz większą dostępnością kamer i coraz szybszymi łączami internetowymi, w świat wirali wkroczyły materiały wideo. Krótkie filmiki zdominowały Internet, kiedy to ruszył serwis YouTube (2005 r.). Hasło "Broadcast Yourself", oznaczające tyle co: sam nadawaj, internauci wzięli sobie do serca, publikując w serwisie każdego dnia tysiące amatorskich filmów. Wielu z ich bohaterów zyskało niesamowitą rozpoznawalność i rozgłos. Czasami wbrew swojej woli i ze szkodą dla  samych siebie.

Taka właśnie była historia Kanadyjczyka Ghyslaina Razy, znanego internautom jako Star Wars Kid. W 2002 roku 15-letni wówczas chłopak nagrał siebie kamerą w szkolnym studio filmowym. Wymachując nieudolnie przyrządem do zbierania piłek golfowych, naśladował jednego z bohaterów filmu "Gwiezdne wojny" walczącego mieczem świetlnym. Film, znaleziony przez kolegów Ghyslaina, w 2003 roku trafił do sieci i momentalnie zrobił oszałamiającą karierę, która po kilku latach spotęgowana została za  sprawą serwisu YouTube i jemu podobnych. Film doczekał się mnóstwa przeróbek (często bardzo zaawansowanych technologicznie), fanklubów. Zaistniał w wielu filmach kinowych i telewizyjnych, donosiły o nim media na całym świecie. Internetowa petycja do George'a Lucasa z prośbą o obsadzenie Ghyslaina Razy w filmie "Gwiezdne wojny: część III - Zemsta Sithów" zebrała ponad 140 tysięcy podpisów!

Film "Star Wars Kid" uznaje się obecnie za najpopularniejszy wiral, który odtworzony został w sieci już ponad miliard razy! Pokazuje to niewątpliwie nieprzewidywalność Internetu, bo czy ktokolwiek mógł spodziewać się takiego obrotu sprawy?

Historia "Star Wars Kid" nie jest jednak aż tak zabawna. To jeden z pierwszych głośnych przypadków cyberprzemocy. Jej główny bohater stał się przedmiotem drwin i szykan ze strony rówieśników, zmuszony został do zmiany szkoły, przez długi czas pozostawał pod opieką psychiatryczną. Jego rodzice wytoczyli rodzicom sprawców całego zamieszania sprawy sądowe z żądaniem odszkodowania.

Numa Numa Guy

Kolejny światowy hit wiralowy to "Numa Numa Dance", czyli parodia piosenki "Dragostea din tei" mołdawskiej grupy O-Zone zarejestrowana w 2004 roku kamerą internetową przez 19-letniego Gary'ego Brolsmę z przedmieść Nowego Jorku. Chłopak ze  słuchawkami na uszach, siedząc przed monitorem, wymachuje rękami, podskakuje i udaje, że śpiewa. I tyle. Wystarczyło to jednak, żeby zapewnić mu miano jednej z czołowych ikon Internetu i globalną popularność. Film Brolsmy jedynie nieznacznie ustępuje popularności "Star Wars Kid" i zajmuje drugą pozycję na liście wiralowych przebojów.

Początkowo Brolsma, znany w sieci jako Numa Numa Guy, był zaskoczony i przerażony swoją popularnością - nie odpowiadał na zaproszenia od mediów, deklarował, że żałuje nagrania i udostępnienia go w sieci.

Przełamał jednak swój opór i wziął udział w najpopularniejszych amerykańskich programach telewizyjnych, udzielił mnóstwa wywiadów, wystąpił w kilku teledyskach, reklamach, zagrał epizodyczne role w filmach. Pojawił się  nawet w jednym z odcinków kreskówki "South Park".

Wśród ciekawostek na temat bohatera "Numa Numa Dance" znaleźć można również informację, że w 2009 roku w przerwie meczu futbolowego ligi uniwersyteckiej poprowadził orkiestrę marszową "The  Spartan Marching Band", grającą oczywiście utwór, który przyniósł mu sławę. A reklama z jego udziałem wyświetlona została w przerwie meczu rozgrywek Super Bowl, czyli w najdroższym na świecie paśmie, gdzie emisja jednej reklamy kosztuje ok. 3 mln  dolarów.

Gracjan Show

Swoich wiralowych celebrytów mamy również w Polsce. Jednym z nich jest ponad 40-letni Gracjan Roztocki, pochodzący prawdopodobnie spod Wrocławia. W sieci (być może również w życiu) stylizuje się na młodego chłopca. O swoją popularność zabiegał latami, publikując na YouTube piosenki, utrzymane w rytmie disco polo. Śpiewa w nich, infantylnym głosem, o czym popadnie.

Powodzeniem cieszą się również jego zdjęcia, na których czasami występuje w samej bieliźnie albo i nago. W jednej ze swoich  piosenek śpiewa: "Kocham Ciebie, mój Ty wielki i światowy Internecie!". Internet pokochał też Gracjana. Filmy z jego udziałem są często oglądane i komentowane. Dostrzeżony zastał przez media - stacje radiowe czasami emitują jego piosenki w programach  rozrywkowych. Wystąpił kilkukrotnie w programie TVN "Szymon Majewski Show". Wziął też udział w kampanii reklamowej sieci supermarketów, realizowanej pod hasłem "Nie dla idiotów".

Nie ma pewności, czy postać Gracjana jest starannie przemyślanym  projektem, prowokacją, czy stoi za nią faktycznie zaburzony człowiek. Natomiast niewątpliwie wielu z nas Gracjan bezrefleksyjnie bawi i temu zawdzięcza swoją popularność i status wiralowej gwiazdy Internetu.

Wirus w reklamie

W ostatnich latach mechanizm wiralowy wykorzystywany jest coraz częściej w marketingu, zastępując tradycyjne formy reklamy. Nazywany jest terminem viral marketing czy po prostu reklamą wirusową.

Pierwsze tego typu działania marketingowe stosowane były już kilkanaście lat temu i polegały na dołączaniu krótkiego tekstu reklamowego lub linku do wiadomości wysyłanych z poczty e-mailowej. Prawdziwy boom na reklamę wirusową obserwujemy jednak w  ostatnich latach. Zaskakujące filmy, animacje oraz aplikacje krążą po sieci dzięki uznaniu internautów. Są dużo tańszą niż tradycyjna, a często i skuteczniejszą formą reklamy.

Jako przykład można podać kampanię "Will it Blend?", która uchodzi za jedną z bardziej udanych strategii marketingu wirusowego. Rzecz dotyczy amerykańskiej marki blenderów, której właścicielem jest niejaki Tom Dickson. Firma od 2006 roku regularnie zasila YouTube filmami, w których Tom pojawia się z różnorodnymi przedmiotami, zadając sobie pytanie: "Will it Blend?". Następnie wrzuca dany przedmiot do blendera i zamienia go w proch, a całe zajście zabawnie komentuje. Zmiksowanych przedmiotów było już ponad 100, wśród nich figurka Chucka Norrisa, krążki hokejowe, iPhone, iPad oraz DVD Justina Bibera "Never say never".

Wszystkie filmy od 2006 roku obejrzane zostały na YouTube już ponad 160 milionów razy. Tom Dickson wystąpił w wielu popularnych programach telewizyjnych. Jego kampania zwiększyła obroty firmy ponad trzykrotnie i zdobyła sporo nagród w branży reklamowej.

Podaj dalej!

Wirusowe mechanizmy w sieci fascynują i zmieniają swoje oblicze wraz ze zmianami w świecie mediów elektronicznych. Warto obserwować to zjawisko i czerpać z niego. Wiralowe materiały zazwyczaj bawią i są dosyć banalne, ale trafiają się wśród nich również naprawdę ciekawe realizacje artystyczne i muzyczne. Bądźcie czujni i jak traficie w sieci na coś, co was zainteresuje, to cóż - ślijcie to dalej.